czwartek, 24 grudnia 2009

Samotność

Siedząc na parapecie,
przy zgaszonym świetle,
z kubkiem gorącej herbaty,
który wręcz parzy mnie w dłonie,
patrząc na krople deszczu odbijające się od okna,
dochodzę do wniosku,
że lubię być sama.




Czasami brak ochoty na cokolwiek,
nawet na ułożenie się brzuchem na dywanie i patrzenie na ścianę.
Brak.




Cztery ściany , pusty pokój , wewnątrz serca samotność...




A za dnia?
Za dnia ubiera maskę przystrojoną w uśmiech, beztroskę i pełnię szczęścia...
Czasem jednak, zapomina ją założyć.




Naprawdę zabolało, wiesz?
To co wydawało się być przeszłością,
znowu uderzyło mnie w twarz.
Gdy dusiłam się płaczem zrozumiałam,
że ta przeszłość wciąż we mnie żyje.




Dzisiaj jest pięknie, jest pięknie...
Tylko tam w środku, dzieje się coś dziwnego.
To wszystko jest po prostu trudne, za trudne.




Dwa pytania zero odpowiedzi, resztę sobie dośpiewam...




I znów wstanę rano...
Pociągając tuszem rzęsy, powiem do siebie:
Jesteś gotowa, by ponownie się rozczarować...




Zaklejone usta, które by chciały teraz wszystko powiedzieć.




Żyjesz nie tylko dla siebie...




Każdy nowy dzień rodzi nowe paranoje.




Ile każde z nas udźwignie w sobie ran?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szukaj na tym blogu