Siedząc na parapecie,
przy zgaszonym świetle,
z kubkiem gorącej herbaty,
który wręcz parzy mnie w dłonie,
patrząc na krople deszczu odbijające się od okna,
dochodzę do wniosku,
że lubię być sama.
Czasami brak ochoty na cokolwiek,
nawet na ułożenie się brzuchem na dywanie i patrzenie na ścianę.
Brak.
Cztery ściany , pusty pokój , wewnątrz serca samotność...
A za dnia?
Za dnia ubiera maskę przystrojoną w uśmiech, beztroskę i pełnię szczęścia...
Czasem jednak, zapomina ją założyć.
Naprawdę zabolało, wiesz?
To co wydawało się być przeszłością,
znowu uderzyło mnie w twarz.
Gdy dusiłam się płaczem zrozumiałam,
że ta przeszłość wciąż we mnie żyje.
Dzisiaj jest pięknie, jest pięknie...
Tylko tam w środku, dzieje się coś dziwnego.
To wszystko jest po prostu trudne, za trudne.
Dwa pytania zero odpowiedzi, resztę sobie dośpiewam...
I znów wstanę rano...
Pociągając tuszem rzęsy, powiem do siebie:
Jesteś gotowa, by ponownie się rozczarować...
Zaklejone usta, które by chciały teraz wszystko powiedzieć.
Żyjesz nie tylko dla siebie...
Każdy nowy dzień rodzi nowe paranoje.
Ile każde z nas udźwignie w sobie ran?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz